ďťż
 
 
   gawędy o lękach naszych psów- jak sobie z nimi radzić?
 
 

Podobne

 
    
 

 

 

 

gawędy o lękach naszych psów- jak sobie z nimi radzić?





loozerka - 14-10-2006 08:56
Mam ok 8-miesięcznego szczeniaka, jest to mały pies, obecnie waży 8 kg. Przedwczoraj na spacerze Gansterowi "odbiło" tzn. był spuszczony ze smyczy, jak zwykle na tym terenie i nagle kompletnie ogłuchł na moje nawoływania, a co gorsza zaczał podbiegac do wszystkich przechodzących ludzi i ich obszczekiwać doskakując do nog, no i jeden facet niestety kopnął go. Było to w sporej odległości ode mnie, ok 50 m, wiec nie widzialam dokładnie, ale było to srednio mocne. TZn Gangster tym kopniakiem został jakby odepchnięty, nie poleciał gdzies daleko, ale zabolało go i zaskowyczał i od razu zaczął biec w kierunku domu z podkulonym ogonem. Juz do mnie na dworze nie chciał podejsc, nie uciekał, ale pozostawał w bezpiecznej ok 3-4 m odległości. Gdy stawałam to stawał i czekał na mnie, ale zblizyć się nie dał. Juz wtedy, gdy wyszedłszy zza rogu budynku zobaczył w odległosci 2-3 m 2 10 - latkow odskoczył w bok jak oparzony i kontrolując ich kątem oka szedł w kierunku klatki jak najszerszym łukiem. Juz w samym domu było ok i zachowywał się dobrze.
Wczoraj cały czas byłam w pracy, na porannym spacerze, poniewaz bardzo się spieszyłam, nic nie zauważyłam.
Dzisiaj chciałam zafundować mu porzadny poranny spacer i jest tragicznie. Gangster generalnie to pies wariat, za mozliwosc biegania, szalenia, wariacji na spacerze dałby się zabić. Jak się go spuści ze smyczy ( a zaznaczam, ze nie jest to od swieta, tylko codziennie, na głownym spacerze od 40-50 minut nawet do 3-4 godzin biegania i zabaw + 3 krótsze po 15-30 minut częściowo ze swobodnym bieganiem) to od razu jest szalenstwo, ped przed siebie, dzika radość.Jednak zawsze z równie dziką radością podbiegał do mnie na zawołania- czy to kontrolne, czy na smycz, podchodził zawsze.

Niestety dzisiaj wszystko się zmieniło. W kompletnie pustym parku pies po spuszczeniu ze smyczy trzyma się mnie, ale nie tak dosłownie- trzyma się w odleglosci 2-3 m. Nie ma w ogole swobodnego biegania. Jego przemieszczanie się jest o kilka m, przystaje i nasłu c h u j e, rozglada, kazde skrzypnięcie gałązki powoduje, ze on odskakuje.
. Reaguje i na to, co ja widzę, ale i na to, czego ja nie widzę, nie słyszę- nie wiem nawet, czy coś jest, czy to jego wyobrażnia, Zachowuje się jak lękliwy człowiek w srodku nocy w podejrzanej dzielnicy, boi się własnego cienia Gdy w pewnym momencie alejką nadjechała kobieta na rowerze jakby od tyłu nas. Gdy ją usłyszał ze skowytem odskoczył przerażony .
Wydawało mi się, ze wcześniej, gdy był na smyczy bał się mniej, chciałam go wziąć na smycz. Niestety- na wolanie nie podchodził, cały czas trzymał się w odległosci 2-3 m, gdy ja probowałam się zbliżyć, nie uciekal, tylko jakby się odsuwał, tak umykał spod ręki o 1,2 m. W pewnym momencie pojawili się gdzies daleko ludzie z innymi psami ( ich do tej pory jako jedynych tolerował bez najmniejszego problemu ) , zamierał na widok każdego kolejnego, i obserwując kątem oka jak najszybciej oddalal się. Ale to było takie miotanie, jak człowiek zagrozony w tlumie, bo właściwie z kadej strony ktoś był- tyle ze w znacznej odległości-kilkudziesieciu metrów nawet, oczywiście nikt na niego nie zwracał uwagi.. A on reagował jakby podchodzili i okrążali go z kijami. W końcu wzięłam go na smycz i od razu ruszył w stronę domu, może nie ciagnął, ale zdecydowanie tam się kierował.
MÓJ PIES STRACIŁ RADOŚĆ ŻYCIA> To był wesoły, skłonny do zabawy psiak, nieufny w stosunku do większości ludzi, do mnie podchodzący z zaufaniem. Wariat, cieszył się z każdej możliwości biegania, szalenia. Nie był odważny, to generalnie typ lękliwego agresora, jeśli się czegoś przestraszył to leciał w stronę tego czegoś i obszczekiwał. Ale na spacerach zachowywał się pewnie w tym sensie, ze biegał, bez żadnych stanów lekowych, to, co go przestraszało, to musiało raczej na niego się kierować, a on sam zawsze miał coś ciekawego do zobaczenia- krzaki, alejki, bez problemu odbiegał na te kilkanaście, kilkadziesiąt m, w znajomych miejscach, czy w lesie nie stanowiło problemu dla niego stracenie mnie z oczu wśród zarosli. Teraz trzyma się blisko, ale i do mnie podchodzi jakby z pewną nieufnością. .
Nie znam dobrze jego przeszłości do momentu, gdy trafił do mnie ( miał 3-4 miesiące ), ale ponoc zdarzało się, ze był bity, czasem kopnięty. Ale jak mowie- mimo, ze był nieufny w stosunku do obcych, nie dawał się dotykac, głaskac ( ale w ogóle za tym nie przepada ), nie podchodził na przywoływanie, to nie reagowal na nich ze strachem.
W domu jest chyba w miarę normalnie-choć nie wiem dobrze, bo nie było mnie praktycznie w domu przez te dwa dni. W każdym razie na mnie reaguje normalnie, jak zawsze.
POMOŻCIE, co zrobic, by przestał się bać, by odzyskał swoją radość, uwielbienie świata .
Nie chodzi mi o stereotypowe rady- typu oswój go z obcymi, pokaz, że nie wszyscy kopią ( probuje mu pokazac metodami pozytywnych skojarzen, ze ludzie są ok. od 5 miesięcy i jakoś nie utrwaliło mu się to do tej pory ).. To nie ten typ psa, nie mam zresztą tylu nieznajomych pozorantów, by mogli mi pomagac. A jak on kogoś zna, to zwykle zjada go z radości po spotkaniu.
Trochę długo, ale ja generalnie nie umiem krótko, a poza tym, chciałam dokładnie naświetlić problem, opisac jego zachowanie i charakter. Bardzo mi zalezy na nim i mimo, ze to jego szaleństwo to często rodzi kłopoty, wole już jak wariuje niż jest takim zalęknionym biedaczkiem. On jest jeszcze taki młodziutki i powinien się bawic, a nie bac własnego cienia. Gdy patrzyłam na niego dzisiaj, to chciało mi się ryczec, miałam łzy w oczach. 





Mrzewinska - 14-10-2006 11:37
Podajesz informacje nieco sprzeczne. Pies pelen radosci zycia nie nie moze byc jednoczesnie lekliwym agresorem.
To, ze nie mialas prawa puszczac luzem psa podbiegajacego do ludzi z jazgotem - to wiesz sama, nie ma co powtarzac.
Nie piszesz, w jaki sposob bawilas sie z psem na spacerze, co pies potrafi oprocz przyjscia za zawolanie - a to wazne, bo moze wyjasni, czemu Twoj pies stracil zaufanie takze do Ciebie, czemu nie czuje sie bezpieczny przy Tobie.
Na pewno wiekszej pewnosci siebie nabiera ten pies, ktory robi cos z wlascicielem i jest za to nagradzany - a nie pies biegajacy ot, tak.
Na pewno sensowne szkolenie - a wiec nauka nagradzanych zachowan i jednoczesnie wyrazne okazanie, jakie zachowanie nie bedzie nagrodzone, dodaje psu pewnosci siebie. Pies czuje sie bezpieczniej majac nad soba szefa, ktorego rozumie i ktory daje wyrazne informacje - to rob, tego nie rob.
Wydaje mi sie, ze psu dobrze zrobiloby zorganizowane szkolenie w grupie, takiej oczywiscie gdzie zaden z wlascicieli nie wydziera sie ani nie szarpie psa i gdzie trener potrafi nauczyc ludzi spokojnego podejscia do zwierzakow.
Napisz, co pies lubi i umie robic, jak nagradzalas powroty, jak probowalas nauczyc go zaufania do innych ludzi.
Ale pamieci zlych doswiadczen z 4 pierwszych miesiecy zycia nie da sie wymazac calkowicie. To zawsze moze wrocic.

Zofia



loozerka - 14-10-2006 15:56
Napisałam rzeczy istotne- moim zdaniem. I chyba nie ma w tym sprzeczności, tzn nie dotyczą one moich informacji - a jesli tak- to moj pies jest sprzeczny. Lękliwy agresor to dla mnie typ psa, ktory na strach reaguje agresją, a nie podporzadkowaniem, podkuleniem ogona. NIe znaczy to jednak, ze się boi cały czas.
Zabawy - W domu pies ma zabawki zarówno do samodzielnej zabawy- jakies gryzaki, piłki itp na sznurkach edykacyjne typu kul z ktorych wypadają smakołyki, czy pluszowe kostki z otworami, z ktorych pies moze wyciagac rózne rzeczy. Poza tym- mamy piłki kauczukowe, takie małe, ktore swietnie się odbijaja, Gangster uwielbia biegac za nimi, gdy są rzucane.
Na dworze-sa spacery dla załatwienia sie, ale jeden w ciagu dnia, ten najdłuższy to zawsze las, łaki, albo park i zawsze mam ze soba piłke na sznurku, ktorą gangster uwielbia biega za nią, ściga – gdy ja ją trzymam i uciekam, albo poszukuje w trawach, gdy bawimy się w jej aportowanie, rzucanie. Poza tym zarówno w domu, jak i na dworze robimy poszukiwania- czyli ukrywanie sera żółtego,czy kawałkow żwaczy w różnych miejscach, gdy pies jest uwiązany i potem poszukuje tego na polecenie szukaj. Oczywiście nie jest tak, ze cały czas na tym spacerze „zajmuje go” on uwielbia biegac, wąchac przyrode, jego pasją jest obwąchiwanie wszelkich krzaczków i trawek, wiec daje mu tez na części spaceru wolną reke, ale na zasadzie ciągłego przywoływania i powrotu. Spotykamy się tez z ulubionymi psami i wtedy szaleją razem. Czasem zdarza się, ze razem biegamy- na tyle, an ile moja kondycja pozwala, w lecie jeździłam z nim do lasu na rowerze- on oczywiście na nogach.
Jak przekonywałam go do ludzi? Już gdy trafił do mnie bał się i psów i ludzi- reagował na ludzi lękliwie, na psy- lepiej, ale zdarzało się agresywnie. W Kontaktach z psami dałam mu wolną rekę, starając się jednak, by szczególnie na początku stykał się ze spokojnymi, przyjaznymi i tymi pasującymi wiekiem i posturą do niego, by się mogły wyszalec. Nie ma obecnie większych problemów, jest ostrożny, zanim podejdzie do psa wykonuje tysiące sygnałów uspokajających, nie lubi jak do niego ktorys podbiega zbyt szybko i gwałtownie, wtedy raczej rezygnuje z kontaktu, ale jak psa pozna to się bawia rewelacyjnie.
A z ludźmi? Nie na siłe, generalnie uprzedzam wszystkich, ktorzxy chca na zasadzie ale fajny podejść i głaskac, by tego nie robili, bo on tego nie lubi, a na spacerach, staram się mieć zawsze cos tam w kieszeni i na widok ludzi, szczególnie gdy widzę, ze jest w takim nastroju, ze może się ich obawiac dostaje cos dobrego- zarówno na zasadzie odwrócenia uwagi od źródła leku, jak i pozytywnego skojarzenia. Efektów większych nie było widać- raczej na zasadzie doraźnej, ze nie reagował na następnego mijanego człowieka, ale już ktorys tam kolejny mógł wzbudzic jego lek. Generalnie u niego nie ma reguły, bywa tak, ze kilka dni jest super, ale nagle pewnego dnia – zaczyna na cos zle reagowac- w zasadzie bez powodu ku temu. Ale to raczej na tych wyjsciach po łaczkach obok mnie , na smyczy na wysikanie.
To wszystko jednak nie miało związku ze spacerami tymi parkowymi, lesnymi,, on na spacer był gotów zawsze, w każdym momencie uwielbiał to, dysząc juz ze zmeczenia nadal był gotowy, by leciec za piłką, biegac z psem, czy za mną. Gdzies ktoś napisał, ze z psem trzeba tyle spacerowac, i tak go wymęczyć, by prosił wzrokiem zabierz mnie do domu. Mój Gangster tego nie miał, po prostu był nie do zajeżdzenia i spacery, bycia w lesie, parku sprawiało mu ogromną przyjemność. Jeśli zdarzało mu się na takich spacerach bieganych kogoś obszczekac to inaczej, raczej takie podbiegniecie i zaczepienie- powiedziałabym na zasadzie chodz się bawic, a nie z lekiem, agresja.
I właśnie o to mi chodzi- nie o ludzi, ale o jego lęk przed wszystkim, nie ma tego, on jak napisałam, zamiast bawic się, cieszyc spacerem, samym byciem wśród drzew, jak dotychczas, jest zalękniony, przerażony, jak napisałam wcześniej- boi się własnego cienia, mimo, ze nie ma nikogo, on cały czas zamiera, nasłu****e. To po prostu mnie przeraziło, jak mogła w nim az tak ogromna zmiana nastąpic. I nie chodzi mi o jego stosunek do mnie, czy do ludzi. Mogę zrobić rachunek sumienia i wiem, ze Gangster nie ma powodów, by się mnie obawiac. Nie szarpie go, nie krzyczę, nawet jak mnie nie slucha to nie wyżywam się na nim, bo już dawno zawuazyłam, ze jakiekolwiek zdenerwowanie w glosie powoduje, ze on gluchnie i raczej unika kontaktu, niż slucha. Nawet, jak mnie szlak trafia- bo ma okres buntu i naporu i trzeba 5 razy krzyknąc, by podszedł, to panuje nad sobą na tyle, by witac go entuzjastycznie, mieląc w głowie, to co mi się faktycznie cisnie na usta. Z jego dotychczasowego zachowania wnioskuje, ze aktorką jestem przekonywajacą. Może nie był idealny, ale już praktycznie nauczyłam się odwoływac go w każdej sytuacji, która do tej pory budzila kłopoty- samochody, rowery itp. Bez problemu przychodzi gdy bawi się z psem. Ja nie jestem nastolatka, mam 38 lat, i wiem, co to swiadome wychowanie- takze psa. Wydaje mi się, ze jak na typ, jakim jest osiagnełam wiele- wykorzystywałam wszystkie metody przywiazywania psa- je mi z ust smakołyki, wykorzystuje sygnały uspokoajace- widze, ze na to reaguje, tule sie policzkiem do jego puszczka.
To, jak się zachowuje teraz ze mną- hmm, nie wiem, jak to ujac, ale jakoś nie traktuje tego jako utratę zaufania- mam raczej wrażenie, ze dwór go tak przeraza, ze się tam totalnie zamyka w sobie - także na mnie, tak jakby była miedzy nami sciana trochę. Przy tym na smyczy jest pewniejszy siebie. Odbija sobie to w domu, bawi się w dwójnasób, sprawdzałam, czy ma jakies obawy tutaj- tupałam na niego, wykonywałam gwałtowne ruchy i nic, w domu traktuje to jak zabawę, zaczyna skakac, bawic się. Nie chodzi mi tez o stosunek do ludzi, jakoś sobie z tym poradzę, jeśli tylko jemu wróci dawny stosunek do reszty. Ja po prostu nie mogę patrzec, jak wesoły, ciekawy swiata psiak nagle zmienił się w trzesącą się kupkę . wcześniejszy opis pochodził z rannego spaceru w jego ulubionym parku- to nie tam miało miejsce to kopnięcie. Po południu chciałam z nim wyjsc, ale przeszedł 200 m, załatwił się, zrobił odwrót i ruszył do domu. Mam flexę i nie kierowałam nim- chciałam zobaczyc, jak się będzie sam zachowywał. Pierwszy raz w jego zyciu zdarzyło się, ze po 2 minutach spaceru ruszył sam do domu. Do tej pory – deszcz, wichura, zimno, upał nie zmusiły go do tego.
a co do szkolenia- to dla mnie na razie abstrakcja. najblizsze sa 50 km dalej, w miejscu, gdzie mozna tylko dojechac samochodem, niestety jestem niezmotoryzowana. Troche juz szukałam.



Vectra - 20-10-2006 03:01

Z jego dotychczasowego zachowania wnioskuje, ze aktorką jestem przekonywajacą. wiesz niekoniecznie ;) o ile zachowujesz spokojny głos i buzie w pełnym uśmiechu :lol: o tyle Twoje wnętrze jest przepełnione "złem ;)" i pies to wyczówa.
Twój pies jest poprostu lękliwy ,mało pewny siebie i z tego co piszesz to Tobie nieszczególnie ufa.Mój pies jak się czegoś przestraszy nie biegnie gdzieś do domu tylko chowa się za mną.Ja mam suczke która wiele złego przeszła , bała się własnego cienia (psów , ludzi , huków, śmietnika , latarni , jakich kolwiek odgłosów , śmiechu , szybkich ruchów ogólnie wszystkiego co ją otaczało)napoczątku mnie równiez.I dość długą droge przeszłyśmy do tego by pies nabrał pewności siebie.
Niekoniecznie robisz dobrze że puszczasz psa samego sobie w miejsce gdzie spotkało go coś złego.Raczej spróbuj inaczej:
Weż pieska na smycz (sama musisz być zrelaksowana , wesoła bez oznak stresowych ;)) miej jakieś smakołyki czy ulubioną zabawke pieska przy sobie i pierwsza kieruj się w miejsce gdzie pies przeżył traume.Gdy piesek będzie się bał ,zatrzymywał to nie pocieszaj go tylko zabawiaj pokazując zabawke tak by się skupił na tym co masz w ręku ,a nie na miejscu do którego zmierzacie.
Za kazdym razem gdy zobaczysz że piesek zaczyna się bać to go zabawiaj ,ale nigdy nie głaszcz i nie pocieszaj bo w ten sposób wzmacniasz w nim lęki !! poprostu odwracaj sytuacje ze smutnej w wesołą.Zabawiaj ,śpiewaj niewiem pobiegnij zachęcając psa do tego samego.
Moja sucz straszliwie bała się śmietnika podwórkowego :shake: jak tylko wystawili go gdzieś na widoku psa to panika była straszna.Rozwiązałam to tak: z uśmiechem na ustach w podskokach zblizałam się do śmietnika (olewając psa z początku) ale zachęcając - trzymaną w ręku piłeczke ,odbijałam ją o ziemie turlałam z ręki do ręki .To znowu popatrzyłam sobie w śmietnik :evil_lol: i tak sama ze sobą się bawiłam - sucz mnie obserwowała początkowo i podejść nie chciała ,ale bez gadania do niej znowu podeszłam do psa pobawiłam się piłką z nią odchodząc kilka kroków od potffora śmietnika by jej obawy zmniejszyć po czym znowu w podskokach ,zabawiając psa zmierzałam w kierunku śmietnika.Oczywiście bez namawiania ,czułego przemawiania i na siłe zaciągania tam psa wszystko się odbywało.Po kilkunastu takich próbach moja sunia przełamała lęk i razem ze mną cały czas się bawiąc zabawką podeszła do śmietnika.Nie chwaliłam jej tylko chwile pobawiłyśmy się pod śmietnikiem , po kilku dniach takich zabaw sucz sam postanowił zbadać intruza dokładnie ;)
Po jakimś czasie Lala nauczyła się że będąc w mojej obecności nic złego się jej nie stanie , bardzo czujnie ją obserwowałam i jak widziałąm że jakiś przedmiot ją niepokoi to nie mówiąc nic do psa szłam w miejsce którego pies
się bał oglądałam niby dokładnie poczym wyjmowałam zabawke i rzucałam psu coby odwrócić jego uwage od zródła strachu.Kolejny etap jest taki że pies jak się czegoś boi ,ale widzi że ja do tego podchodze czy ide w kierunku tym gdzie "czycha straszydło" suczydło idzie ze mną ,a raczej za mną ;) patrząc na moją reakcje.
ważne jest to byś w momencie kiedy Gangster zaczyna się stresować Ty musisz być maksymalnie zrelaksowana i wyluzowana.Pełen uśmiech zewnętrzny i wewnętrzny i nie aktorski tylko naturalny.I nie zostawiaj i nie puszczaj samopas bo mu nie pomagasz wręcz przeciwnie jeszcze bardziej go stresujesz.

Spróbuj tak:
pies zaczyna się bać -wyciągasz i zaczynasz zachęcać do zabawy psa turlając , odbijając i pokazując ją psu i w radosnych poskokach idziesz sobie kawałeczek dalej zachęcając psa by poszedł za Tobą.Ale wesoło wszystko z zabawą.Na początku Gangster może nie być zainteresowany tym co robisz bo potrzeba troszke czasu by załapał o co chodzi ;)

PS ja też nie jestem nastolatką :evil_lol: i czasem dziwnie się na mnie ludzie patrzyli jak ja śpiewając i podskakując z piłką zachęcam do zabawy przerażonego np latarnią psa.
ale co tam ludzie ,ważne że pies przestał się bać.





loozerka - 20-10-2006 07:06
Widzisz, problem z nim jest bardzo głeboki i mowiac szczerze, nie wiem, czy kiedykolwiek do konca psiak z tego wyjdzie. Tak jak napisalam- moj pies jest naprawde pełen sprzecznosci i teraz szczególnie to widac. Na każdym spacerze potrafi być inny. Tzn bywają spacery prawie jak poprzednio tzn. jest wesoły, skory do zabawy, potrafi szalec ze mna godzinami- wczoraj 2 h uganialismy się po parku z piłką, biegalismy ( dosłownie oboje ) z innymi psami, podchodzi dosc swobodnie do włascicieli tych psów- oczywiscie zadne tam głaski itp, ale zbliza się normalnie na odległosc kilkunastu cm. Jedynie bardziej niz kiedys pilnuje, by nie podchodzic do innych przechodzących obcych ludzi, nie wiem, czemu zaczał bardzo bac się rowerzystów.
Jednak sa takie spacery ( i to nie układa się dniami, lecz poszczególnymi spacerami - w ciagu dnia jeden moze być taki, dwa zupełnie inne) kiedy się po prostu boi. I ten jego lęk jest na dzis praktycznie nie do przezwycięzenia. Tzn dzieje się tak, jak pisałam w poprzednim poście, pies zamyka się kompletnie w sobie, nie reaguje mnie, a tylko rozglada się w poszukiwaniu ...no własnie, trudno powiedziec czego. Wtedy ja mogę na głowie stanąc, a on i tak jest sam ze swoim strachem. Mogę mu pod nos podtykac smakołyki- zachowuje się, jakby były niewidzialne, moge biec- zero reakcji ( normalnie uwielbia ze mną biec ), ma ukochaną piłkę na sznurku, na widok ktorej, w kazdej innej sytuacji az chodzi z radosci i chęci zabawy - jesli ma ten stan lekowy- kompletnie na nią nie reaguje. W zasadzie wtedy wychodzi na parenascie metrów od klatki, załatwia się i zawraca- i idzie wprost pod klatkę. Zadne bodzce zewnętrzne -ani te, ktore ja mu oferuje i zwykle przebijają wszystko swa atrakcyjnoscią, ani ukochany psi kolega nie jest w stanie wyciagnąc go na dłuższy spacer.
Zupełnie nie wiem, od czego zalezy ten jego stan. Nie ma reguły, ze rano jest zastraszony, a po poludniu, czy wieczorem nie. Na pewno nie jest to reakcją na moje zachowanie, czy odczucia, obawy, bo w zasadzie takowych nie zywie przed wyjściem. Jestem typem osoby, ktorej wszystko szybko przechodzi- złosc, strach itp. nie rozwazam godzinami takich uczuc. Wychodząc na spacer nie zastanawiam się,czy dzisiaj będzie się bał, w zasadzie na nic się nie nastawiam- tylko normalnie, dosc energicznie ide z nim. Reaguje dopiero na jego ewentualne zachowanie. Nie ma na to wpływu tez to, co się dzieje na zewnątrz. Bywa tak, ze nie ma w ogole ludzi, gdy wychodzimy, nie jezdza samochody- a on sie potwornie boi, a bywa tak, ze jest sporo przechodniów, z parkingu pod klatką ruszają samochody- a on w miarę swobodnie wychodzi na spacer.
Obserwując go przyjęłam zasadę- jesli ma ten stan lekowy- po prostu nie ciagne go na siłe, jesli widze, ze nie chce gdzies isc- nie kieruje się tam, jesli chce wracac do domu- wracam z nim- cały czas oczywiscie stwarzając wrazenie, ze to był moj pomysł. Uznałam - w oparciu o przeczytane pozycje, ze pies to nie człowiek i nie ma co go przełamywac, wtedy gdy panicznie się boi. Zreszta- z uwagi na to jego "zamykanie się" własciwie nie wiem, jak miałabym to robic, chyba musialabym go ciagnac tam, gdzie nie chce isc. Wszystkie opisane przez Ciebie metody- oczywiscie w przełożeniu na to, co moj Gangster lubi- po prostu w tych jego stanach nie działają. Natomiast wykorzystuje do maksimum te spacery, podczas ktorych zauwazę, ze on sie nie boi. Wtedy wybawiam się z nim do ostatnich potów, korzystam z mniejszego lęku przed ludźmi i nadal, a właściwie od nowa go z nimi oswajam, daje mu swobodę poznawania rzeczy, które ma ochotę poznac – bo teraz nawet do większego kamienia potrafi podejść z dużą nieufnością. Mam nadzieję, ze ta metoda poskutkuje, ale na pewno trzeba czasu, by wrócila mu choć czesc dawnej ( przyznaje i wówczas nie największej ) pewności siebie.
Z tym zaufaniem wobec mnie - może ja go zle oceniam, może przeceniam siebie, ale nadal uwazam, ze to nie jest tak z tą jego nieufnością. Tzn. przed tym całym zdarzeniem, jak i teraz na tych prawie normalnych spacerach Gangster zachowuje się tak, jak opisujesz tzn. gdy czegoś się przestraszy, gdy się obawia za bardzo ekspansywnego psa on chowa się właśnie za moimi nogami, ustawia się tak, bym była barierą miedzy nim, a tym czymś. Ten jego brak reakcji na mnie- w tym także w sytuacji zagrożenia – dotyczy tylko tych stanów przerażenia, zamykania się. To ciezko opisac, ale to taki stan zbliżony do ludzkiej paniki, histerii, gdzie jest się wyłącznie ze lękiem.
Takich metod jak pocieszania psa, czy zagłaskiwanie w sytuacji, gdy on się boi oczywiście nie stosuje i nie stosowałam nigdy :).
A z tym spuszczeniem ze smyczy teraz jest tak, ze chodzi wolno wyłącznie, gdy widzę, ze się nie boi i wyłącznie, gdy już jesteśmy w parku, czy lesie. Wyjątkowo, gdy na pobliskiej łące spotkamy psa-kumpla i chłopaki maja nastrój do pobiegania. W pozostałych wypadkach smycz, wtedy gdy się boi mam wrażenie, ze smycz dodaje mu nawet pewności siebie. Tyle, ze on jest na flexy, wiec jest to 5 m względnej swobody dla niego i dla mnie możliwość obserwowania bezingerencyjnego jego zachowania. I chyba nigdzie nie napisalam, ze puszczam go samego, w tym miejscu, gdzie miało miejsce zdarzenie. Jesli w ogole chodzimy w ten rejon to tylko na smyczy z zachętami, a najczęściej Gangster w polowie drogi w tamtym kierunku zawraca, nie ciągnę go na siłe, a zachęty nie dzialają. Zdarza się nam tamtedy przechodzic, gdy wracamy ze spaceru i podchodzimy tam inną drogą. Wtedy nie oponuje i idzie normalnie. Staram się wtedy jak najintensywniej z nim tam bawic.
W ogóle dzieki za zainteresowaniem tematem, kazda podpowiedz jest wazna dla mnie, choć widzę, ze jak u człowieka- każdy przypadek jest trochę inny :D.
Wiesz :D, dobre aktorstwo polega tez na tym, ze człowiek sam siebie przekonuje, do tego co gra. I jesli nawet w jakimś momencie - gdy pies ma odruch oporu i nie reaguje na moje polecenie- złoszczę sie wewnętrznie, to z chwilą zareagowania ja naprawde pozytynie to przyjmuje. Jesli akurat tak sie zdarzy ( a bywa to naprawde rzadko ), ze nie przyjdzie na zawolanie za pierwszym, a za 7 razem, to chyba przekonywująco nadaje radosny, optymistyczny ton glosowi, bo psiak po prostu biegnie z radoscia, merdaniem ogona i podskakuje radosnie po przybiegnięciu. Wiec chyba nie "slyszy" tego, co mi się tam kłebi na dnie ;).



Vectra - 20-10-2006 07:50
Widzisz teraz opisałaś troszke to inaczej ;) ja wiem że to trudno tak napisac wszystko by przekazać cały problem :p Też mam teraz mały problem z suczem nr 2 i metodami dedukcji próbuje go rozwiązać bo ona tez ma kilka dziwnych , bynajmniej dla mnie niezrozumiałych zachowań które trudno mi w dosłowny sposób przedstawić w formie pisemnej czy też słownej bo to trzeba z psem być 24h na dobe by dostrzedz pewne dziwadztwa.A jej zachowania tak jak Twojego psa nie pojawiają się non stop i napewno nie są to zachowania typowego "burka" i radzono mi niejednokrotnie by szkolić , zapewnić więcej ruchu i takie tam książkowe - szkoleniowe porady ;) które akurat w przypadku mojego sucza nie sprawdzają się i szukam narazie powodu jej zachowania - pewien trop mam i chyba trafiłam w sedno sprawy ;) zobaczymy co z tego wyjdzie :p
Temat jest Twój i wracając do niego.Mnie zawsze interesują "trune" przypadki
dlatego pozwoliłam sobie odpowiedziec na Twóje pytanie.
Wnioskując że Twój pies (bez urazy prosze podejdz do tego co teraz napisze)nie jest psychiczny czyli z głową ma wsio ok :cool1:
Jest "coś" czego on się boi.To może być zapach , jakiś dzwięk dziwny na który Ty nie zwracasz uwagi no w prosty sposób można powiedzieć jakas pierdoła dla człowieka niezaóważalna która powoduje te lęki.Dlatego może być trudno w ustaleniu przyczyny dziwnych zachowań Gangstera.
Piszesz że on czuje się pewniej na smyczy , no to normalne przeważnie psy lękliwe puszczone luzem latają z podkulonym ogonem ,ale jak są na smyczy to "figo -fago klocki lego";) kup linke 10 metrową w ten sposób pies będzie czuł się jak na smyczy tylko jego odległość od ciebie się troche może zwiększyć.
:hmmmm: on ma 8 miesięcy niewiem może też okres dojrzewania ?
Mója sucz którą opisywała w poście poprzednim swoje lęki miała przez żłe traktowanie :-( poprzedniego "posiadacza:angryy:" dlatego może prościej było ją wyprowadzić z tego.

No nie mam pojęcia czego może się ten Twój Gangsterek bać - musisz obserwować może jeszcze bardziej niż do tej pory :razz: zwracać bardziej uwage na detale.
Ja wiem że mi łatwo pisać bo prościej doradzać niż wykonac :evil_lol:

Moja sucz która miała lęki w okresie kiedy jeszcze się bała różnych pierdułek
zadziwiła mnie jedną sytuacją ze mną w roli głównej :było to jak wyszłą z łazienki i miałam plastikowy czepek na głowie taki do farbowania włosów.
Ona jak mnie w tym zobaczyła to mało zawału nie dostała.Dlaczego mnie zdziwiło bo zawsze radośnie witała mie jak wychodziłam z łazienki nawet jak miałam ręcznik na głowie , maseczke na twarzy czy też papiloty i nigdy nie zwracała na to uwagi dlatego bardzo mnie to zadziwiło i nie znalazłam odpowiedzi dlaczego akurat wtedy się przestraszyła :shake: w jakimś odstępie czasu po zafarbowaniu włosów znowu wyszłąm w tym czepku i pies bezstresowo przywitał się ze mną jak zwykle.

Pozdrawiam i życze sukcesu w rozwiązaniu problemu z lękami psiaka.Oczywiście licze że podzielisz się tu na forum sukcesami czy też innymi spostrzeżeniami :cool3:



Mrzewinska - 20-10-2006 07:53
No to po kolei.
Zamiast mowic ludziom, ze pies boi sie glaskania i zniechecac ich do tego, znalazlabym ludzi, ktorzy beda potrafili nawiazac kontakt z psem. Dotknieciem, zabawa. Oczywiscie zaczynajac od tego, ze ktos przykucnie tylem, na wyciagnietej w tyl rece ma zarcie, ktore Twoj pies moze zjesc. I ktos inny po dluuuugim czasie bedzie mu rzucac zabawki.
Ale tu na pierwsze spotkanie przynajmniej konieczny jest trener, ktory nie zrazi, nie przerazi psa. Lub ktos kogo pies zna ze spacerow - wlasciciel innego psa niech raz bez psa przyjdzie i sprobuje zawrzec znajomosc. Plus haslo, ktore bedzie dla psa oznaczalo - ten czlowiek jest OK, moze sie z Toba przywitac, moze dostaniesz OD NIEGO cos fajnego. To lepsze, niz podawanie PRZEZ CIEBIE serka przy mijaniu czlowieka dla odwracania uwagi.

Proponowalabym ograniczyc zabawy i zabawki w domu - na rzecz zabawy na spacerach tylko, by wrazniej zaakcentowac, ze na spacerach jest fajnie. Zabawka, ktora nagradzasz psa na spacerach powinna byc niedostepna dla psa poza momentami wspolnej zabawy - Ty decydujesz, kiedy i jak sie bawic.

Proponowalabym zmienic forme "polowania". Zamiast chowac zwacze, ser, chowaj przedmioty wlasne. I nagradzaj z reki zarciem czy slowem znalezienie, zaaportowanie. Dlatego, ze przy pozostawionym zarciu pies nagradza sie sam - poluje sam. A jesli Ty nagrodzisz z reki "upolowanie" Twojego przedmiotu, to "polujecie" razem. A jemu taka swiadomosc moze sie przydac. Budowac psychicznie.
Czy pies ma takze jakies zakazy, zna slowo - nie? Nie jako zapowiedz kary, ale jako informacje - zmien zachowanie? Czy czasem wyrazasz mu dezaprobate? Czy wskazujesz wtedy zachowania zastepcze? Czy pies jest tylko chwalony za to co robi dobrze, przy ignorowaniu zachowan nieakceptowalnych?

Proponowalabym znalezienie czegos identycznego w dniach lekowych. Nawet najbardziej nieprawdopodobnego wspolnego mianownika, cos musi byc - polecam ksiazke Dodmana Pies ktory kochal zbyt mocno, wyd. Galaktyka.

Zofia



loozerka - 20-10-2006 08:39
Vectro, to inne opisywanie wynika z tego, ze całe zdarzenie, od ktorego się to zaczeło, miało miejsce tydzien temu. Moj pierwszy post byl po pierwszym spacerze, na ktorym ten lek w takiej ostrej formie się objawił. A to, co dopisuje, to się dzieje na kolejnych spacerach, taka troche dynamiczna jest ta sytuacja, ja sama badam jego zachowanie. Na szczęscie nie jest tak zle, jak zapowiadał tamten spacer, ale z kolei widze, ze bede musiala z psem popracowac.
Zofio, za podpowiedzi zmiany metod "polowania" dziekuje- poprobuje, musze z domu brac jego ulubione zabawki, bo on generalnie lubi szukac czegos, co jest dla niego atrakcyjne. Np aportowanie patyka- w ogole nie wchodzi w gre, bo patyki go nie obchodzą.
Z tymi innymi metodami przyzwyczajania do ludzi tez musze pokombinowac, bo sama widze, ze to oswajanie smakolykami nie daje większych rezultatów. Tyle, ze ze wszystkim stopniowo, bo ten moj panikarz moze zmeczyc się zbyt dużą iloscią nauki....



Figa Bez Maku - 20-10-2006 09:59
Witaj loozerko,
weszłam tutaj zaciekawiona tytułem i twoim nickiem,
STRASZNIE mi przykro ,że masz takie zmartwienie, na wątku Figi nic nie bąknęłaś...:placz:
Nie wiem gdzie mieszkasz... jeśli blisko wawy to chetnie spotkałabyśmy się z Figą z Wami. Psy generalnie lubią mnie i mają do mnie zaufanie więc moge być ochotniczką do oswajania. No a za Fiśką psy przepadają :evil_lol: Myślę ,że chyba sama sobie odpowiedziałaś na pytanie. Mnie wydaje się ,że niestety taka trauma ( złe traktowanie w szczenięctwie) zostaje u psa długo ,przynajmniej w tym sensie ,że o niej pamięta. Mam też wrażenie ,z tego co opisałaś, że Gangster doznał szoku bo oberwał "za nic". Nie miał złych intencji a został źle potraktowany. Myślę,że gdyby chciał kogoś ugryźć i ten ktoś kopnąłby go to mniejszy byłby szok ( dostałem nauczkę)....a tak psiak nie rozumie ZA CO został ukarany - stąd brak zaufania - ludzie są nieprzewidywalni...i niebezpieczni .Chyba słusznie postępujesz - dajesz mu po prostu czas na zapomnienie i ponowne oswojenie ( przypomnij sobie jak oswajałaś go jak do Ciebie trafił i co było najbardziej skuteczne). Niestety chyba trzeba po prostu dać mu czas aż sam odważy się pewniej poruszać. na pewno dobrze byłoby gdyby w ogóle poczuł sie pewniej, dużo go chwał nawet trochę przesadnie, że np. ślicznie zjadł i przepięknie obwąchał drzewko, jeżeli będzie czuł Twoją akceptację na pewno znów obudzi sie w nim gangster :diabloti: . inna sprawa to żeby już nikt tak go nie potraktował... może w miejscach gdzie są ludzie zakładaj mu kaganiec... generalnie wtedy ludzie nie reagują tak nerwowo:mad:
Pozdrawiam Gangusiowi ściskam łapkę ( delikatnie)



Figa Bez Maku - 20-10-2006 10:22
I jeszcze coś znalazłam w czyjejś wypowiedzi - rada dla znerwicowanego psiaka
"Skoro uważsz, że Serek wpadł w psi dołek, może podaj mu krople homeopatyczne Rescue Remedy. Można je zamówić przez internet. Podam Ci link na stronę na PW, żeby nie było reklamy . Nie jestem specjalistą od homeopatii, ale moja koleżanka stosowała ten środek u swojej znerwicowanej psicy. Doskonale działa przy stresie. To środek dla ludzi. Moja koleżanka będą kiedyś w dołku sama dziabnęła sobie tych kropli nie do końca wierząc w ich działanie. W każdym razie nie natychmiastowe. A poskutkowały od zaraz. Nie mają żadnych ubocznych skutków. Jedyne ryzyko to że nie zadziałają i stracisz ok. 45 zł. Ale moim zdaniem warto spróbować."
__________________
Pozdrowienia od gronka i tervuerena



Mrzewinska - 20-10-2006 11:35
Chwila moment, proponuje nie uczlowieczac. Pies zaatakowal dopadajac do nog z jazgotem. W taki sposob mial nadzieje przegonic czlowieka, ktorego sie bal. Dostal kopniaka, wiec okazalo sie - dla niego - ze czlowiek jest grozniejszy i tylko ucieczka przed czlowiekiem jest skuteczna.

Pies nie zastanawia sie, czy jego uczynki sa dobre czy zle, a wiec nie moze miec swiadomosci, ze oberwal slusznie lub nieslusznie.

Natomiast wiele mi powiedziala ostatnia wypowiedz loozerki - to ze pies nie lubi aportowac patykow, tylko to, co jego interesuje.
To jest moim zdaniem blad w podejsciu do psa. Pies lekliwy bardziej niz twardy potrzebuje wyraznych wskazowek co ma robic. Pozostawianie mu wyboru - tym sie interesuje, tym nie - stawia go w trudnej sytuacji - w tej chwili nie ma nad soba szefa, decydujacego o wszystkim i automatycznie zapewniajacego bezpieczenstwo.
Ulubiona zabawka to ma byc ta, ktorą wlasciciel pokaze psu.

Nie pozwalam od poczatku mojej suce podnosic patykow, bo ma aportowac to co ja jej wskaze, a nie wg wlasnego wyboru. Oczywiscie - jesli ja wskaze patyk - bedzie zaaportowany. Ale jesli ja decyduje, to caly czas jestem szefem. Bardzo niewiele psow naprawde chce zajac pozycje szefa. A jesli pozostawiamy tym, ktore psychicznie nie sa w stanie byc szefami zbyt wiele samodzielnosci i decyzji - to jest wlasnie niezla droga do znerwicowania miekkiego psa.
Lękliwy pies oddycha z ulga, gdy ktos za niego decyduje.... nawet o tym, co mozna aportowac.

Zofia



Figa Bez Maku - 20-10-2006 12:37
Ja zrozumiałam wypowiedź loozerki w taki sposób ,że pies nie jazgotał aby przegonić człowieka tylko zaczepiał szczekając zachecając do zabawy, był przyjaźnie nastawiony nie wrogo. Nie sądzę abym psy uczłowieczałą , ale też nie wydaje mi się ,że należy je pozbawiać wszelkich uczuć i swoistego rozumowania. Pies który chce zaatakować ( a wie że nie wolno) skarcony nie wpadnie w stres taki jak pies który robi coś pozytywnego ( chce się bawic) i zostaje brutalnie ukarany. Czy naprawdę mylę się sądząc,że pies rozumie kiedy robi coś za co bywał karcony ( nie wątpię ,że loozerka nie pozwalała mu gryżć ludzi:evil_lol: ) i jest to "złe" ( nie uczłowieczam tylko staram się mówić skrótowo) a jeżeli zostaje brutalnie ukarany za "normalne" zachowanie to świat nakazów i zakazów, kar i nagród trochę mu się wywraca do gory nogami? Co przeżywa pies który zawsze bywał zachęcany do zabawy i za tę chęć nagradzany zabawą a raz za to samo został kopnięty?



Eurasierka - 20-10-2006 12:49

Jak przekonywałam go do ludzi? Już gdy trafił do mnie bał się i psów i ludzi- reagował na ludzi lękliwie, na psy- lepiej, ale zdarzało się agresywnie. W Kontaktach z psami dałam mu wolną rekę, starając się jednak, by szczególnie na początku stykał się ze spokojnymi, przyjaznymi i tymi pasującymi wiekiem i posturą do niego, by się mogły wyszalec. Nie ma obecnie większych problemów, jest ostrożny, zanim podejdzie do psa wykonuje tysiące sygnałów uspokajających, nie lubi jak do niego ktorys podbiega zbyt szybko i gwałtownie, wtedy raczej rezygnuje z kontaktu, ale jak psa pozna to się bawia rewelacyjnie.
A z ludźmi? Nie na siłe, generalnie uprzedzam wszystkich, ktorzxy chca na zasadzie ale fajny podejść i głaskac, by tego nie robili, bo on tego nie lubi, a na spacerach, staram się mieć zawsze cos tam w kieszeni i na widok ludzi, szczególnie gdy widzę, ze jest w takim nastroju, ze może się ich obawiac dostaje cos dobrego- zarówno na zasadzie odwrócenia uwagi od źródła leku, jak i pozytywnego skojarzenia. Efektów większych nie było widać- raczej na zasadzie doraźnej, ze nie reagował na następnego mijanego człowieka, ale już ktorys tam kolejny mógł wzbudzic jego lek. Generalnie u niego nie ma reguły, bywa tak, ze kilka dni jest super, ale nagle pewnego dnia – zaczyna na cos zle reagowac- w zasadzie bez powodu ku temu. Ale to raczej na tych wyjsciach po łaczkach obok mnie , na smyczy na wysikanie.
Figa, gdzie ty tu widzisz to przyjazne zaczepianie ludzi, by się z nimi pobawić :shake:



borsaf - 20-10-2006 13:07
Figa, podaj prosze na prv link do tego lekarstwa. Potrzebne...dla ludzi:lol:



Figa Bez Maku - 20-10-2006 13:19
"Mój Gangster tego nie miał, po prostu był nie do zajeżdzenia i spacery, bycia w lesie, parku sprawiało mu ogromną przyjemność. Jeśli zdarzało mu się na takich spacerach bieganych kogoś obszczekac to inaczej, raczej takie podbiegniecie i zaczepienie- powiedziałabym na zasadzie chodz się bawic, a nie z lekiem, agresja. "
Tak jakoś ( może niesłusznie ) założyłam ,że to był ten właśnie przypadek.
Ale rzecz jasna to jest gdybalstwo...tak sobie tylko pomyślałam.
A linku do tego leku nie mam bo to był cytat z czyjejś wypowiedzi ( link był w prywatnym mailu). Mam nadzieję ,że sama nazwa leku wystarczy ( to był link do sklepu internetowego po prostu)



loozerka - 20-10-2006 13:48
Dzieki Haniu za deklaracje, watek Figi, to watek Figi, i tak mam poczucie za duzo tam gadam o psiaku, ale to moj pierwszy pies, wszystko co wiem, to wiedza zdobyta na nim doswiadczalnie, na obserwacji innych psów spotykanych na spacerach, no i to, co poczytalam+konfrontowanie tego z rzeczywistością. Szczegolnie zaczełam szukac, czytać, kiedy się zorientowalam po miesiącu jego pobytu u mnie, ze nie trafił mi sie spokojny, zrównowazony pies. Bylam też na spotkaniu z behawiorystką i trochę pogadalyśmy konkretnie o jego przypadku. Dlatego często odwołuję sie do własnych doświadczeń także w rozmowach z Figą.
Zofio- określenie, ze pies zaatakował dopadając do nog z jazgotem- to zdecydowanie przerysowanie, ktore zupełnie nie oddaje istoty zdarzenia i nie wynika z mojego opisu. Faktycznie podbiegł i obszczekał człowieka ( i tu przyznaje, ze niezaleznie od okolicznosci łagodzących, ktorych nie bede przytaczac, bo sa nieistotne dla mojego problemu, ze nie mając opanowanych do konca jego reakcji, nie powinnam puścic psa ), ale trzymał się w odległosci pol metra od nog, człowiek nie miał powodów, by czuc sie zagrożony- po prostu - to był zły człowiek. Inny minutę wcześniej zatrzymał się i ze smiechem powiedzial do Ganstera - no czego chcesz - i moj wariat po prostu zbastował i odbiegł w inną stronę. Jestem na siebie zła- mam swiadomosc, ze to w dużym stopniu moja wina, ale w jednakowym stopniu na tamtego człowieka. Bo zepsuł mi- właściwie bez powodów ku temu - psiaka, ktorego pracą udawało mi się po mału wyprostowywać.
Co do twierdzenia, ze to człowiek powinien decydować, czym się pies bawi. Hmm, Zofio, ja szanuję Twoją wiedzę, zajmujesz sie psami od dawna i na pewno zetknęłas się z wieloma przypadkami. Jednak moim zdaniem- chwilami generalizujesz za bardzo i trochę jest to teoria. Bo każdy pies jest inny- są rasy wychowane do konkretnych celów- i ich instynkt determinuje zainteresowanie pewnymi typami zabaw. Pies myśliwski będzie uwielbiał wszystko, co imituje polowanie, pościg, a pies z ras ozdobnych moze być takimi zabawami średnio zainteresowany, cięzko mi tez wyobrazić sobie yorka w roli psa pasterskiego. Są psy, ktore z racji fizycznych i psychicznych predyspozycji swietnie sprawdzą sie w sportach, ale sa i takie ktorych nie zmusisz do agility, czy dlugodystansowych biegów za rowerem. Uwazam, że podobnie jest z zabawkami. Gangster w ogole nie był zainteresowany aportowaniem jako takim. Od poczatku olewał - mowiac mocno kolokwialnie - rzucane mu przedmioty, w tym patyki. Natomiast świetnie reagował na wszystkie zabawy, ktorych istota była pogon za czymś, ściganie itp. Stąd się wział inny moj problem, o ktorym juz pisalam- jego pęd za wszystkim co się rusza- samochody, rowery itp. Z tym zgłosiłam się do behawiorystki i ona podsunęła mi piłkę na sznurku, ktora okazała się strzałem w 10. Bo podstawową zabawą jest bieganie za nia, ale wskutek tego, sama piłka go tak zafascynowała, ze równiez zainteresowało go aportowanie, szukanie jej w chaszczach, trawach itp. Teraz to ja decyduje, kiedy sie w ten sposób bawimy i czy ją aportuje, czy za nią biega, ale do tej formy zabawy skłoniło go własnie uwielbienie dla piłki. I nie widzę powodu, by walczyć z nim, by biegał za czymś, co nigdy go nie interesowało, jesli zabawa piłką obojgu nam odpowiada, bawi nas.
Przerysowując Twoją tezę, ze to własciciel decyduje, czym pies ma się bawic, zaproponuje by skłonic psa, by bawił się leżącym ciezkim kamieniem. Mozna, to zrobić? Nie sadze, ale własnie dlatego, ze generalnie w kamieniu z istoty nie ma nic zabawnego. Dla mojego psa nic zabawnego nie ma w patyku. Niestety nie jest to pies, ktory jest zapatrzony w człowieka i zrobi wszystko, co się mu proponuje. Zakazac- tak, mozna mu wiele ( nie mowie wszystko, bo to nadal szczeniak, nad ktorym pracuję i zdarzaja mu sie okresy buntu i naporu, jak to okreslam i probuje przekraczac ustalone granice ), ale skłonic, by zainteresował się tym, co go w ogole nie obchodzi- raczej nie. Być moze- gdyby od malenkiego trafił w ręce kogos, kto włożyłby w niego ogromną pracę i miał wielkie umiejętnosci, byłby inny. Tak się nie stało. Z tego co wiem, do chwili, gdy trafił do mnie w wieku 3-5 miesięcy, mieszkał w szopie, karmiony był byle czym, nikt się nim specjalnie nie zajmował, a wrecz przeciwnie - gdy trafił pod czyjeś nogi- bywał kopnięty. Przy jego wrodzonej lekliwosci-pewnych rzeczy sie juz nie odwróci. Skutkiem tego jest też jego pewne zamknięcie na człowieka- okreslono go typem psa autystycznego. Pracując z nim wykorzystuje takie metody, ktore widzę, ze skuteczne. A teraz musze nauczyc go ponownie, ze swiat z zalozenia nie jest straszny :).

Macie wszyscy rację- muszę odkryc, czego on się boi. Chwilami wiem, ale sa chwile, gdy mam wrazenie, ze to lęk nie tyle przed czyms, co taki irracjonalny. Bo boi się w dokonale sobie znanym parku, ktory budzi zwykle jego radosc, gdy na obszarze hektara osłoniętego zewsząd krzakami nie ma nikogo, ani czlowieka, ani zwierzęcia. Tyle, ze jednak pies ma inny poziom słyszalnosci dzwiękow, jego swiat zapachów jest nam kompletnie obcy i moze reagowac na rzeczy dla nas niedostrzegalne. Cięzkie zadanie przede mna, bo jak mowi poeta "bierze się odpowiedzialnosc za to, co się oswoiło" i chciałabym, by moj pies był po prostu szczęśliwy.

Haniu :D, Bacha zamowiłam wczoraj- i resque remedy i inne, ktore mogą być pomocne. Nie zaszkodza- a jesli pomogą, bedzie super !!

edit: to wszystko pisalam po wypowiedzi Zofii, cały dzien w przerwach w pracy, dalszych wypowiedzi nie czytalam.
to jest własnie pisanie :D nie wszystko da sie opowiedziec, szczególnie, jak sie ma problem i jak się ma psa w wieku dorastania, ktorego zachowanie się zmienia. Tzn. generalnie zawsze był nieufny, nie zaczepiał ludzi zabawowo, ale tez nie był to zajadły atak, raczej takie, "hej - nie podchodz" takie ostrzegawcze. Kilka szczeknięc i odbiegnięcie. czasem trafiało się, jak był w lepszym nastroju, ze kogos zaczepił radosnie. Ale tego człowieka wtedy zdecydowanie nie radosnie, a tak z lekiem, ale z daleka.
borsaf- zaraz wrzucę Ci link na PW.



Eurasierka - 20-10-2006 14:22

Jestem na siebie zła- mam swiadomosc, ze to w dużym stopniu moja wina, ale w jednakowym stopniu na tamtego człowieka. Bo zepsuł mi- właściwie bez powodów ku temu - psiaka, ktorego pracą udawało mi się po mału wyprostowywać. Niestety, loozerka, nie masz racji :shake:
Ten człowiek miał prawo przestraszyć się energicznie oszczekującego psa. Nawet małego. To ty i wyłącznie ty jesteś za swojego psa odpowiedzialna.



Czoko - 20-10-2006 14:39
Z wielkim zainteresowaniem czytam ten wątek i opisujące inne pieski mające podobne problemy - sama mam suczkę wziętą ze schroniska i od fachowców, którzy znają nas na codzień wiem że mała kiedyś była bita i pogryziona. Niektórzy z Was pomagają mi walczyć z naszymi problemami, które już teraz głównie opisuję w naszej Galerii z niedużymi wyjątkami - zachowanie naszych piesków było podobne - tyle że wiem że Choco jest nieprzewidywalna i niestety często chodzi w kagańcu i na smyczy bo podobne próby ataku chociaż nie do takiego stopnia też jej się zdarzały...



loozerka - 20-10-2006 15:18

Niestety, loozerka, nie masz racji :shake:
Ten człowiek miał prawo przestraszyć się energicznie oszczekującego psa. Nawet małego. To ty i wyłącznie ty jesteś za swojego psa odpowiedzialna.
A czy ja zrzucam odpowiedzialnosc na kogos innego? NIe.
Ale dawanie dorosłemu czlowiekowi ( nawet wystraszonemu obszczekującym go , ale trzymającym dystans 8-kg szczeniakiem ) prawa do kopania psa to chyba przesada. Rozumiem, ze jesli ja machnełabym w jego kierunku płaszczem też miałby mi prawo przyłozyc pieścią i kopnąc?

Czoko, ja własnie muszę uczyć się jego nieprzewidywalnosci.Nie mam żadnego osobistego doświadczenia z psem, nie był planowany, to taka wpadka ;). Jednak od razu, gdy do mnie trafił coś tam poczytalam ( konkretnie Fischera - Okiem psa ), by miec pojecie o tym, jak z psem zachowywać się. Mówiąc szczerze, nie miałam zadnego pojecia o tym, ze to, co go spotkało do tej chwili, moze miec nieusuwalny wpływ na jego charakter. BYyam przekonana, ze otoczenie go spokojem, odpowiednim traktowaniem da efekt w postaci pewnego siebie, zrównowazonego psa. W zasadzie upływ czasu, pojawiające się nowe zachowania, zmiany w nim w ciagu tych miesięcy dopiero uczą mnie czego po nim mozna się spodziewac. A to przeciez jeszcze nie jest dorosły pies, jego charakter jeszcze sie kształtuje. Taka sytuacja, jak wówczas zdarzyła się pierwszy raz mimo, ze codziennie na części spacerów biegał bez smyczy.TZn zdarzało mu sie takie poszczekiwanie- ale idealnie reagował na odwoływanie. Nie stanowiło to wiec problemu. Teraz wiem, ze jedno czego nie mogę być pewna- to jego zachowania, nawert jesli przez 5 miesięcy, na kazdym spacerze zachowuje się w taki sam sposób.
Ale to juz wiem, teraz muszę poradzic sobie ze skutkami tamtej sytuacji



Vectra - 20-10-2006 15:47
Niestety musisz się z tym liczyć że jeśli Twój piesio kogoś obszczeka to może zostać kopnięty :angryy: :shake: Ja wiem że nikt do tego prawa nie ma i bardzo potęmpiam takie zachowanie ,ale druga strona też ma prawo iść sobie i nie być obszczekiwana przez psa.Coraz więcej ludzi poprostu boi się psów i dla osoby która się boi nie ma różnicy czy szczeka szczeniak czy ogromny dog -lęk jest silniejszy.Trzeba bardzo uważac na psa i niedopuszczać do takich sytuacji by podbiegał do nieznajomych.Są tez tacy którzy psów nie cierpią i sam widok psa blisko siebie wyzwala w takim człowieku negatywne emocje.I tu pies nie musi szczekać ani mieć ochoty na przywitanie się wystarczy że przebiegnie koło takiej kreatury by zarawać kopniaka.

Widzisz sporo wyjaśniło to co napisałaś w jakich warunkach żył piesek zanim do Ciebie trafił.On poprostu nie nauczył się jak to jest żyć z człowiekiem bo te najważniejsze chwile spędził z dala od ludzi i w dodatku jak już na jakiegoś "ludzia" trafił to był żle traktowany.
Żył sobie sam , gdzies w kąciku i życie nauczyło go tych reakcji lękowych.
Ja mysle że tu potrzebny jest czas , dużo cierpliwości i jak najmniej złych doświadczeń.Napewno nic na siłe.Najpierw musi nauczyć się ufać Tobie bo niby ufa ,ale coś mu czasem w główce podpowiada że jednak jesteś człowiek ;) i być może też coś mu możesz zrobić.



loozerka - 20-10-2006 17:07
wiecie- tak sobie marze, ze mieszkam sobie w dużym miescie- takiej Warszawie np. i mam "pod ręką" wszystkich Was, dogomaniaków- Ciebie Haniu, ktorą lubią psy, Ciebie Vectra, ktora masz cierpliwosc i chcesz spiewac do smietnika, by Twoj pies przestał się go bac i ICebie Czoko, byśmy mogły sie wymieniac doświadczeniami na okolicznosc naszych psów "spokojnych inaczej" ( moj przynajmniej w domu zachowuje się cudownie i na klatce generalnie praktycznie nie szczeka ). I moze Eurasierka przyjechalabys, uczylibyśmy się, jak Twoj pies lubi sie bawic :). Wtedy mogłabym Was zebrac i uczyc mojego psa, ze inni ludzie moga być całkiem, całkiem. NIestety wsród moich znajomych nie ma wielbicieli, a szczególnie znawców psów, ktorzy wiedzieliby jak sie zachować wobec takiego nieufnego zwierzaka - i na razie nie mam pojęcia skad ja takich pozorantów ;) wezmę. Niestety ci z psami, na spacerach, niekoniecznie sa dobrym materiałem, bo w zasadzie tych ludzi uwiazanych do swoich kolegów, to Gangster nigdy sie nie bał.

Eurasierka, dopiero spojrzalam na podpis, cudna ta Twoja sunia, tez musze do niej zajrzec :)



loozerka - 22-10-2006 06:36
chyba przypadkiem odkryłam sposób, by uniknąc tych stanów lękowych. Nadal nie mam pojecia, co je powoduje, ale chyba sobie poradzimy, by nie bylo tych najgorszych momentów. Dotychczas, gdy wychodzilam na spacer, poczatkowy etap- na klatce schodowej i tuz przed blokiem szlismy normalnie, ganster na smyczy- zabawy zaczynały się dopiero w docelowym miejscu. Teraz zaczynam go juz "kusic" na klatce schodowej i bawic sie od razu, gdy ja opuszczamy ( oczywiscie nie pełną parą ) GDy jest zajety ulubioną zabawa, nie ma mozliwosci sledzic otoczenia i widze, ze go ten stan strachu nie dopada. Bo gdy juz jest w pełni spaceru, rozbawiony, rozbiegany - wtedy jest prawie taki, jak kiedys, tylko nieco bardziej wrazliwy. A jesli w miare normalnie reaguje podczas spaceru, to moge z nim pracowac nad tym, co wywołuje jego leki, także te obecnie wzmożone.
Bedę popisywac o naszych postępach- mam nadzieję, ze takowe będą, choc juz sie z moim psiakiem przekonalam, ze w tych sferach, ktore budza problemy, to nie ma z nim nic pewnego- wydaje mi sie, ze ide do przodu i nagle pewnego dnia wykonujemy ogromny krok uwsteczniajacy.
No i napiszę, czy w ogole zauwazylam jakies dzialania tych kropli Bacha. Jestem dosc sceptycznie nastawiona do oddziaływania tego typu metod, wiec raczej sobie nic nie dopowiem.



Figa Bez Maku - 23-10-2006 10:28
Witaj loozerko, no właśnie banały tak często są prawdziwie... czas, czas i czas i DUZO cierpliwości. Właściwie to przecież i po zrównoważonym dorosłym człowieku nie można spodziewać sie ,że zachowa sie ZAWSZE przewidywalnie...:shake: a co dopiero po szczeniaku po przejściach...
No to faktycznie szkoda ,że mieszkamy daleko bo już myślałam ,że Gangster i Figa razem sie pobawią? No ale nie jest to może tak całkiem niemożliwe?:lol:
Uważam ,że oczywiście jesteś odpowiedzialna za swojego psa ale też uważam ,że kopnięcie to przegięcie.Co innego jakby olbrzymi agresywny pies rzucił się na mnie .. wtedy uważam mam prawo go zabić w obronie własnej.. ale mam takie skojarzenie: są ludzie którzy nie lubią dzieci, prawda? No więc jeśli małe dziecko złośliwie na kogoś takiego napluje to ma on prawo wytrzeć nim asfalt ? Ja raczej ( w sytuacji z Gangsterem ) poprosiłabym stanowczo o odwołanie psa , jeśli właściciel nie reagowałby i TYLE . reakcja tego człowieka była histeryczna i nie w porządku. Figa też czasem radośnie skacze na dzieci i na szczęście ( ODUCZAM JĄ TEGO ) nikt nie miał o to pretensji, pomimo ,że jedno dziecko przestraszyło się . Oczywiście odwołuję psa i przepraszam. A zwłaszcza odwołuję WCZEŚNIEJ .Ale nie przesadzajmy. Odpowiedzialność, jak najbardziej tak, ale uważam ,że to było ewidentne przekroczenie konieczności obrony osobistej.Idąc dalej można powiedzieć ,że ludzie mają prawo bać się psów, więc na widok rotweilera zbliżającego się do człowieka można strzelać? bo MOŻE skrzywdzi?
No i kaganiec. Ja wiem to okropność ale... będziesz miała spokój , bo ludzie z reguły nie czepiają się psów w kagańcach, nawet obszczekujących, a Gangster też nie będzie spotykał się z reakcją agresywną jak sam zareaguje agresywnie.



loozerka - 23-10-2006 13:47
Haniu, na razie chcę kaganca uniknąc, chociaz liczę się z tym, ze może będzie konieczny. Na razie to jak mu probnie zakładam kaganiec, mam wrazenie, ze go kompletnie przytłacza- tych tekstylnych bnine uznaję. Radzę sobie w tej chwili tak, ze wszędzie tam , gdzie nie jestem 100% pewna, ze nie spotkamy jakiegos "stracha gangsterowego" on jest na smyczy, sledzę też uwaznie drogę, by uniknąc konfrontacji z takowym, wtedy jesli się pojawi- smycza moge psa zabezpieczyć. A spuszczam go tylko wówczas, gdy moge bezwzglednie zając jego uwagę i spodziewam się, ze nikt sie nie pojawi. Na razie działa.
Hmm, przed ta przygodą pewnie mogłabym planować podróz do Warszawy lub w jej okolice, to w koncu niedaleko.
Jednak na teraz - podrózy dla przyjemnosci nie planuje na razie boję się na samą myśl o podrózy, ktora mnie czeka obowiązkowo- do Bydgoszczy. Jezdzimy pociagami i w obecnym jego stanie- dworce, hałas, ludzie przechodzacy w pociagu korytarzem- hmm, nie wyobrazam sobie tego. CHyba będe musiala mu podac jakies srodki uspokajające.



Eurasierka - 23-10-2006 15:21

Ja raczej ( w sytuacji z Gangsterem ) poprosiłabym stanowczo o odwołanie psa , jeśli właściciel nie reagowałby i TYLE . reakcja tego człowieka była histeryczna i nie w porządku. Owszem, reakcja tego człowieka była histeryczna. Nie zmienia to faktu, że to właściciel psa jest odpowiedzialny za czworonoga na spacerze. Aż za dobrze znam takie nieduże pieski, podbiegające i odskakujące od łydki, zanoszące się przy tym ujadaniem.
Nie dziw się, że niektórzy odganiają takiego natręta nogą - skąd możesz wiedzieć, czy kiedyś taki pies ich już nie ugryzł?! :shake:



loozerka - 23-10-2006 17:50
Eurasierka...w zadnym momencie nie uchylałam się od odpowiedzialnosci za mojego psa. Po co za wszelką cenę jednak bronisz swej tezy ? Skad - w odniesieniu do mojego przypadku - twierdzenie, ze pies dopadł do łydki i zanosił się ujadaniem? Ani w pierwszym poście tego nie pisalam, a prostowałam juz to w kolejnym. Pan był obszczekiwany z odległosci ok poł metra- moze dlatego zresztą kopiąc nie zdołał tak naprawde zrobić psu krzywdy, a tylko go wystraszył no i nie było to ujadanie ( to moj pies też potrafi, ale akurat wtedy tego nie robił ).
Ja po stronie tego pana nie widzialam strachu, raczej trzezwo oceniam sytuację i jego reakcję. On po prostu miał okazję się wyzyć..moja wina ogromna polega na tym, ze przeceniając siebie i swojego psa okazję tę mu stworzyłam.
Pan nie odgonił tez mojego "natręta" nogą, a go KOPNĄŁ- jest to ta drobna róznica.
Własciwie nie wiem, czemu ma służyć ta część dyskusji ? Wykazaniu mi czegoś? Informuję, ze nie trzeba. Gdybym nie miała swiadomosci swej odpowiedzialnosci, to juz dawno zgłosiłabym tę sprawe w odpowiednie miejsce- bo akurat Pana, ktory to zrobił znam z imienia i nazwiska, wiem też, ze on mnie poznał. I najlepiej o jego pobudkach i intencjach świadczy fakt, ze z chwilą gdy mnie rozpoznał, odwrócił się pospiesznie i czym predzej odszedł. Nie wygladał na osobę mającą poczucie skrzywdzenia, wrecz przeciwnie. A pan jest policjantem, wiec ma swiadomosc swoich praw.
Ale cały ten aspekt dla mojego problemu nie ma żadnego znaczenia, wiec kompletnie to pominełam. Wazne było to tylko jako sytuacja, ktora wywołała lęk mojego psa.



Eurasierka - 23-10-2006 18:52
ależ mój post skierowany był do Figi...
loozerka, nie mam przecież do ciebie żadnych pretensji
gdy przeczytasz wypowiedź Figi bez zbędnych emocji, zrozumiesz o co mi chodziło w odpowiedzi :p

pozdrawiam,
Eurasierka



loozerka - 23-10-2006 19:24
W sumie to wiem, o co Ci chodziło :). Moze niepotrzebnie do tego aspektu rozmowy podchodzę emocjonalnie, odbieram osobiscie uwagi, ze tak powiem ogólne, nie odnoszące się do mojego przypadku. Sama czasem na wątku dotyczącym innego problemu dyskutuje nad jakąs marginalną - w odniesieniu do głownego nurtu wątku - kwestią, a tutaj nie potrafie się oderwać od poczucia, ze posrednio te wypowiedzi mnie dotyczą :). Może też dlatego, ze facet mnie trochę szarpnął i rozwazanie na jego tle o wystraszonym człowieku broniącym się przed ujadającym psie mnie troche rozdrażnia :)
Pozdrawiam :)



Figa Bez Maku - 25-10-2006 09:49
A propos Twojego koniecznego wyjazdu i obaw z tą podróżą związanych to tak sobie myślę... Gang to mały psiak, prawda? Może niegłupio byłoby przewieźć go w kontenerku ( choćby kocim)? No oczywiście jeśli dasz radę :evil_lol:
Może czułby się tam bezpieczniej?Jeśli coś plotę to z góry krytykantów przepraszam , to tylko sugestia taka:roll:
Środki uspokajające ( nie cierpię tego także w odniesieniu do ludzi!) w tej sytuacji chyba brzmią rozsądnie.



Figa Bez Maku - 25-10-2006 09:55
Przepraszam, ale pozwól loozerko ,że jeszcze odniosę się do kwestii poruszonej przez erasierkę. Najczęściej ( także w realu) zbyt pochopnie wyciągamy wnioski i ferujemy opinie ( nawet wyroki):mad: .
I ja nie jestem bez winy:oops: więc nie mówię tego jako "autorytet moralny":evil_lol: ale rzeczywiście łatwo takimi zbyt emocjonalnymi sądami kogoś zdołować lub sprawić ogromna przykrość. Kochani psiarze , psy uczą nas przecież cierpliwości i WYROZUMIAŁOŚCI ,skorzystajmy z ich nauk.



Figa Bez Maku - 25-10-2006 10:05
Natrafiłam też na sugestię dotyczącą innej sytuacji ale podobnie dotyczącej lękliwego psa. Rada brzmiała: pozwól psu wygrywać w zabawie, niech nabierze pewności siebie.Mnie wydała się rozsądna , chyba nie można w zaistniałej sytuacji bać się ,że Cię Ganguś zdominuje?:evil_lol:



loozerka - 25-10-2006 14:48
Srodki uspokajające juz rozwazałam i mam takie w zapasie- nie wiem tylko, czy podac bezpośrednio na podróz, czy też także wcześniej, by sprawdzić ich oddziaływanie.
Kontenerek to raczej nie wchodzi w grę. Wyjezdzam na tydzien wraz z córką, bagazę mamy spore ( prezenty dla siostrzenców i bratanków ) i nie wyobrazam sobie, by jeszcze dodatkowo niesc klatke wymiarami odpowiednio dla mojego psiaka- on moze i lekki, ale nie jest zdziebełko, szczególnie jest dośc długi. Poza tym- on poza wszystkimi wyzej opisanymi przymiotami ma jeszcze ADHD- nie wyobrazam sobie bez przygotowania umieszczenia go w kontenerku, a na to przygotowanie nie mam czasu.
Ta rada dotycząca wygrywania to z dziedziny teorii dominacji, juz nie wdając się w dyskusję nad samą teorią - jesli taka forma zabawy miałaby przyniesc jego dowartościowanie, to niestety mogłaby tez przyniesc inne zupełnie nieoczekiwane i niepożadane efekty wynikające z szefowania moejgo psa- nie w odniesieniu do mnie ( jakos dominowania jego nade mną sie nie obawiam ;) ), ale np. wynikające z poczucia, ze musi mnie jako szef chronic. To dośc ryzykowne. Z tym, ze...ja jakos szczególnie się teorią dominacji nie przejmuję, generalnie nie daje mu zabierac zabawek, ale jesli "tak wyjdzie" to nie cierpie przez to po nocach. Poza tym- daje mu wygrywać o tyle, ze w zabawach jego ulubionych polegajacych na pościgu za piłką na sznurku przeze mnie trzymanym daje mu ją dogonić i złapać. To są jego małe zwyciestwa. Małe, ale myśle, ze wazne, bo ta piłka to jest centrum jego świata :D.
Haniu :))) dziekuję Ci ogromnie, ze się tak przejęłas moim problemem. Fajnie wiedziec, ze się ma wsparcie. A problem niestety jest- ja sobie moze jakos z tym radze i nie jest to potwornie uciazliwe, ale moja córka, ktora generalnie gorzej nad nim panowała ( mowiac krótko nigdy nie chcialo jej się wlozyc pracy, by to panowanie było lepsze ) teraz mowi, ze na tych nielicznych spacerach, ktore ona obsługuje, jest kiepsko- Gangster obszczekuje wszystko, co się rusza :(.
No i Haniu...pozwalam ;).



Figa Bez Maku - 26-10-2006 13:35
Centrum świata dla Gansia to jesteś na pewno TY a nie piłeczka!:evil_lol:
Z tymi środkami uspokajającymi to pewnie dobrze byłoby przetestowac .. no bo co zrobisz jeśli sie okaże ,że ma po nich supersranko lub wymioty:diabloti:
Ale z drugiej strony pakować w zwierzaka "niepotrzebnie" chemię? Dobry zaufany weterynarz to jest to!
No widzisz ... dużo mówi to jak różnie piesio zachowuje się z Toba i Twoja córką.Ta różnica to jest to nad czym warto zapewne popracować dla komfortu spacerków.Może najpierw popracuj nad córką:evil_lol:
Tak mi sie jeszcze pomyślało ,że w zasadzie najważniejszą sprawą w sprawowaniu opieki nad psem ( celowo nie używam słowa wychowanie czy uczenie bo chodzi mi właśnie o opiekę) jest przychodzenie na wołanie. Chyba w Twojej sytuacji skupiłabym się najbardziej na tym właśnie.
Na bezwzględnym , natychmiastowym przyjściu do Ciebie. Bo TO może uchronic go przed następną wpadką a i przyczepkę człowiek napastowany przez psa ma mniejszą)
Loozerka , no coś Ty... wszystkie psy są nasze:lol:



loozerka - 26-10-2006 15:41
Hmmm, co do córki.. niestety moja 17-latka ma inne prorytety niż poświecanie czasu na zabawy z psem. Po części ją rozumiem, bo biorąc pod uwagę wszelkie zajecia pozalekcyjne ma niewiele czasu dla siebie, a Gangster, zeby nad nim pracowac, wymaga niestety duzo uwagi. Poza tym- ona przeciez woli koty, a gangster jest MOJ ( jest tym bardziej moj, im wiecej sprawia problemów ;) i mniej chce się dawac ściskac, przytulac- czyli wykorzystywac w taki sposób, jaki ona sobie wymyśla :D )
Co do środkow uspokajających to są zapisane przez weta, ale jak u ludzi- są dzialania uboczne i moga - ujawniajac się u Gangsa- mi utrudnić podróz. CHyba je przetestuje jednak.
A że jestem centrum, to wiem..:D:D, tyle, ze na moim przedłużeniu jest ta piłka ;)
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • pspkrajenka.keep.pl



  • Strona 1 z 3 • Znaleźliśmy 153 wypowiedzi • 1, 2, 3
     

     


     

     
    Copyright 2003. Notki końskim kopytkiem napisane...